Actions

Work Header

wicked thing

Summary:

TŁUMACZENIE. Krążą plotki, iż w szeregach Separatystów ukrywa się jeszcze jeden Lord Sithów. Rada wysyła Anakina, by to zbadał, ale ten ma bardzo złe przeczucia.

albo,

historia o tym, jak Anakin nieprzerwalnie istnieje w stanie ciągłego zażenowania, Kenobi ma z tego odrobinę za duży ubaw, a wszystko inne - generalnie mówiąc - jest gigantycznym bałaganem.

Notes:

Zgoda na tłumaczenie: yep <333
Betowanie: Pacynka (dziękuję! <3)

Jeżeli lubisz opowiadanie, to nie zapomnij dać kudosa również i pod oryginałem!

Notatki z oryginału
jasna cholera ludzie, jestem taka podekscytowana. miłego czytania? :D

Od tłumaczki
Jestem w równym stopniu podjarana, co i zestresowana, ale no, co ma być to będzie. Tłumaczenie tego opowiadania to istna frajda, a o samym opku mogłabym dosłownie nawijać od rana do nocy - mam nadzieję, że spodoba się Wam tak samo, jak spodobało się mi oraz rzeszy innych fanów ^^

(See the end of the work for more notes.)

Chapter 1: Ten, w którym Anakin wpada w poważne tarapaty, traci miecz świetlny i kłamie Radzie, a potem idzie się wyluzować z padawanami, zamiast stawić czoła swoim problemom.

Chapter Text

Drzwi zamykają się za nim z definitywnym klik i Anakin zdaje sobie sprawę, może odrobinę później, niż powinien, że właśnie wpakował się w niezłe kłopoty.

Jego oczy rzucają szybkie spojrzenie na przestronne, słabo ociemnione pomieszczenie ładowni, zauważając w połowie zawalony sufit oraz zwisające kable ze ścian, strzelające iskrami w przypadkowych momentach. Idź i złap Lorda Sithów, powiedziała Rada. Bądź przygotowany na wszystko, powiedziała Rada. Okazało się to być, tak nawiasem mówiąc, chyba najgorszą wskazówką jaką kiedykolwiek dostał od Rady, a to już o czymś świadczy. Wszystkie ich sugestie są zawsze albo bardzo enigmatyczne albo kompletnie bezużyteczne – Skywalker wyobraża sobie, że gdy tylko udaje się im udzielić porady, która jest jednocześnie enigmatyczna oraz bezużyteczna, Yoda i Mace Windu przybijają sobie piątkę tak szybko, jak Anakin tylko wychodzi z sali.

Mogli przynajmniej dać mu wskazówkę, cokolwiek, żeby chociaż nie wchodził w pułapkę tak oczywistą, że aż chce cofnąć się w czasie i zdzielić siebie po głowie rękojeścią własnego miecza świetlnego. Gonił nieuchwytnego Lorda Sithów przez szczątki rozpadającego się Gwiezdnego Niszczyciela totalnie sam, odseparowany od swoich żołnierzy – cóż, szczątki wspomnianego wcześniej Gwiezdnego Niszczyciela weszły im w drogę – a teraz dał się zamknąć w pustym luku przewozowym, dosłownie prosząc się o atak Sitha.

Co za świetny sposób na zakończenie dnia.

Nie bądź taki impulsywny, Skywalker, rozważ swoje opcje, rozbrzmiewa w jego głowie głos Mace’a Windu – echo słów, które słyszał tak wiele razy, że zdążyły się już mu wryć w mózg. Gdyby ktoś obudził go w środku nocy, miałby problemem z przypomnieniem sobie Kodeksu Jedi, ale próba naśladowania rozczarowanego tonu Windu wyszłaby mu idealnie nawet i z zamkniętymi oczami.

Lecz wciąż – rada Mace’a wydaje się być w tej chwili najbardziej logiczna, więc Anakin robi dokładnie to, co podpowiada mu jego pamięć: staje i myśli. Wie, że zastawiono na niego pułapkę. Patrząc na to, jak Ciemna Strona próbuje zamroczyć jego zmysły, Lord Sithów musi być gdzieś w pobliżu, prawdopodobnie przyczajony w kącie, czekając na…

Pośrodku luku znajduje się stojąca nieruchomo zakapturzona postać, której sylwetka jest oświetlona przez te kilka lamp, które wciąż działają. Dłoń Anakina przemieszcza się na miecz zawieszony u pasa, podczas gdy on sam robi kilka ostrożnych kroków do przodu, wciąż zachowując bezpieczny dystans. To pułapka. Wie, że to pułapka.

Nieznajomy unosi ręce w górę i delikatnie ściąga kaptur, ujawniając swoją twarz. A więc Rada miała rację: jest jeszcze jeden Sith, człowiek. Jego szaty, czerń zmieszana z karmazynem, przywodzą trochę na myśl szaty Jedi, ale są bardziej ostentacyjne, asymetryczne, a pasy tuniki niemalże dotykają podłogi. Mężczyzna ma miecz świetlny, ale do jego nogi jest również przymocowany uchwyt na blaster. Wysoko postawiony kołnierz otacza jego twarz z zarostem, a czerń wyraziście kontrastuje z przeszywającym złotem oczu oraz eleganckimi włosami o kolorze piasku.

Anakin nienawidzi piasku.

– Witaj, mój drogi – mówi Lord Sithów, przekrzywiając głowę na bok, i Anakin marszczy brwi, bo szczerze nie spodziewał się, że istne ucieleśnienie zła może mieć taki gładki, przyjemny i niski głos. – Więc wysłali ciebie, by mnie zabić, tak? Oczekiwałem kogoś bardziej… doświadczonego. Wyobrażam sobie, że nie jestem wystarczająco ważny dla samego wielkiego Mistrza Yody, ale… Cóż, najwidoczniej nie jestem wystarczająco ważny dla żadnego z nich. Jakież to rozczarowujące. – Mężczyzna kładzie dłoń na sercu, jakby rzeczywiście czuł się zraniony.

Anakin nie jest ani trochę zadowolony z tego, że cała ta sytuacja całkowicie go zaskoczyła i zbiła z tropu. Czułby się znacznie raźniej, gdyby Sith po prostu go zaatakował, tak jak to zawsze każdy robi, ale nie. On tam po prostu stoi. Gada. Wpatrując się w Anakina tak, jakby czegoś od niego oczekiwał.

– Złapać – udaje się wykrztusić Rycerzowi, który jednocześnie próbuje odnaleźć w sobie jakieś resztki brawury oraz pewności siebie. Nie jest już dłużej padawanem. Może to zrobić. Chłopak odchrząkuje i próbuje raz jeszcze. – Rada wysłała mnie, bym cię złapał. Co zamierzam zrobić, w taki czy inny sposób. Więc możesz albo pójść dobrowolnie, albo…

Lord Sithów parska śmiechem, brzmiąc niemalże czarująco, po czym posyła protekcjonalny uśmieszek.

– Z tego, co ostatnio sprawdzałem, to grożenie… nie jest do końca czymś, co można byłoby nazwać sposobem Jedi.

– Myślisz, że możesz dawać mi wykłady o naukach Jedi?

– Wygląda na to, że właśnie to robię, więc tak, myślę, że mogę. – Słysząc w jego głosie niemalże przyjazną nutkę rozbawienia, Anakin robi krok w tył, zwężając oczy w nieufności. – Czy jest coś, co chciałbyś w szczególności wiedzieć o Zakonie Jedi? Z przyjemnością podzieliłbym się częścią mojej wiedzy. Założę się, że mógłbym powiedzieć ci… Och, tyle interesujących rzeczy.

Uścisk dłoni Anakina na jego mieczu świetlnym jest tak mocny, że aż zaczyna boleć, co, jak decyduje chłopak, musi być oznaką, że być może spędził już wystarczająco dużo czasu na pogawędce z Sithem na statku, który może eksplodować w każdej chwili, więc odpina swoją broń. Przez cały ten czas nie ugina się pod spojrzeniem nieznajomego, a wręcz unosi wyżej podbródek – rzuca mu wyzwanie.

– Czyli oznacza to nie. Szkoda – wzdycha mężczyzna.

Jasnowłosy zrzuca pelerynę na ziemię w hipnotyzującym i pełnym wdzięku, choć odrobinę dramatycznym ruchu, poruszając przy tym lekko ramionami i ani na chwilę nie przestając wpatrywać się w Skywalkera. Anakin uzmysławia sobie, iż nie jest w stanie w pełni oderwać od niego wzroku, ledwo mogąc odzyskać stanowczość oraz koncentrację, gdy Sith przywołuje do ręki swój miecz i go włącza. Mężczyzna wykonuje szybki ruch bronią najpierw przed sobą, a potem za plecami, a następnie przyjmuje pozycję bojową z ostrzem uniesionym nad ramieniem i skierowanym do przodu. Dwa palce jego drugiej dłoni wskazują na Anakina, a na usta wypływa krzywy uśmiech.

Soresu. Dziwny wybór jak na Lorda Sithów.

Złote oczy nieznajomego powoli przesuwają się w górę i dół ciała Anakina, oceniając go, kiedy ten pozbywa się swojej peleryny. Anakin nie ma pojęcia, czemu nagle czuje się tak absurdalnie odsłonięty i skrępowany. Z pewnością nie ma to nic wspólnego z tym, jak oczy Sitha się w niego wwiercają.

Mężczyzna przemawia głosem jeszcze niższym niż wcześniej, niemalże mrucząc.

– Naprawdę szkoda, bo chyba cię lubię.

Anakin przełyka nerwowo. Niech będzie, może to miało wiele wspólnego z Lordem Sithów.

Skywalker jest tym, który atakuje pierwszy, i to nie dlatego, że jest to najbardziej racjonalna rzecz do zrobienia, ale bardziej dlatego, że musi się skupić na czymś innym niż na rumieńcu, który z pewnością teraz wspina mu się po szyi.

Co, jak się okazuje, ze wszystkich możliwych decyzji, które mógł podjąć w obecnej chwili, ta była prawdopodobnie właśnie najgorsza. Jego ruchy są zbyt nieprzemyślane, jego umysł jest zbyt rozproszony – członkowie Rady dostaliby pewnie zbiorowego udaru, gdyby go teraz zobaczyli.

Lord Sithów napotyka i blokuje jego cios z góry, zanim jeszcze ten nabiera na tyle dużo pędu, by w ogóle nazwać go atakiem. Przez ułamek sekundy są tak bardzo blisko siebie, że Anakinowi udaje się dojrzeć u przeciwnika błysk pewnego siebie wyrazu twarzy, nim miecz świetlny chłopaka zostaje odepchnięty na bok i wypada z jego ręki, a Sith natychmiastowo staje za nim i rani go w tył uda, robiąc płytkie nacięcie.

Anakin potyka się i syczy, gdy z powrotem przywołuje do dłoni swoją broń. Płytka czy nie, rana bolała jak cholera, co nie wróżyło mu nic dobrego. Jedi cofa się, próbując odzyskać równowagę oraz wystarczająco dużo siły, by zignorować kłujący ból. Szkarłatny miecz musiał przeciąć mięsień – ta walka będzie znacznie bardziej trudniejsza, niż zakładał.

(Cóż, była też i inna rzecz, na którą przybył tu nie do końca przygotowany, myśli Rycerz i marszczy brwi. Czemu Rada go nie ostrzegła, że nie należy bagatelizować Sithów, ponieważ ci owiną cię w fałszywe poczucie bezpieczeństwa, a potem spróbują odciąć twoją nogę, kiedy się najmniej tego spodziewasz? Bądź przygotowany na wszystko, powiedziała Rada. Taaa, póki co ta wskazówka działa jak marzenie.

Jeśli zdoła to przeżyć, to zdecydowanie uderzy Yodę w ten jego mały zielony nosek.)

– Czuję twój gniew, Jedi – woła mężczyzna śpiewnym tonem. – Czuję, jak się zbiera wokół ciebie, szepcze ci do ucha.

– Nie jestem zły – oświadcza gniewnie Skywalker.

Sith okrąża go z groźnym uśmiechem na ustach. Obserwuje go, ale nie atakuje, gdy leniwie zamachuje się swoim mieczem świetlnym i tylko czeka, tak jak dziki drapieżnik czeka na swoją ofiarę.

Anakin od razu uświadamia sobie problem, jaki to wszystko przed nim stawia. Jedynym sposobem na wygranie tej walki – w szczególności, że Sith ma teraz nad nim przewagę – jest zaskoczenie przeciwnika oraz kontratakowanie i używanie własnych ataków mężczyzny przeciwko niemu. Jednak, jeśli Sith odmawia zaatakowania, Anakinowi nie pozostaje dużo opcji do wyboru.

Chłopak porusza się, by zadać cios raz za razem, mając nadzieję, że okazja do prawdziwego ataku sama się ukaże, ale nieważne, ile siły wkłada w uderzenia, Lord Sithów zdaje się unikać ich oraz blokować je niemalże bez żadnego wysiłku, wplatając pełnię nonszalancji w defensywę, ale za to nie szczędząc bezwzględności w kilku atakach, które sam inicjuje. Anakin ledwo daje radę trzymać się cało pod ciężarem zuchwałości i gracji mężczyzny, którego sama szybkość ruchów jest wystarczająca, by udaremnić Anakinowi jakiekolwiek próby kontrataku czy jego zwyczajnych mocnych oraz szerokich ciosów.

Mógł równie dobrze walczyć z górą. Z bardzo szybką i niemożliwie uzdolnioną górą, której defensywa jest tak intensywnie zogniskowana, że chyba nie ma sposobu na jej obejście.

Pomimo swojej okaleczonej nogi, Anakin decyduje się zaryzykować użycie Ataru, gdyż Djem So ewidentnie w niczym mu nie pomaga. Obraca się do boku i robi salto w tył, przeklinając pod nosem, gdy ląduje na rannej nodze. Od razu wykonuje kolejny skok, do boku i na przód, próbując zajść Lorda Sithów z innej strony i zadać cios pod takim kątem, którym zaskoczyłby mężczyznę, ale boląca noga zmienia to w coraz trudniejsze zadanie. Jego próba jest odparowana i chłopak musi momentalnie się wycofać, by uniknąć dźgnięcia prosto w serce.

Wtedy Anakin zauważa, że w ruchach jego przeciwnika jest pewien wzór i Jedi od razu skupia się na osłonięciu tej myśli przed Sithem. Za każdym razem, gdy jego atak zostaje odparty, mężczyzna robi krok w bok, prawie że tańcząc wokół niego, będąc tak blisko, a jednocześnie tak bardzo poza zasięgiem.

Cóż, myśli Anakin, pozwalając sobie na mały uśmieszek. Przekonajmy się, czy ten facet rzeczywiście jest aż tak nieuchwytny.

Skacze do przodu, by zaatakować, ale zamiast zderzyć ze sobą ich miecze świetlne, chłopak wyłącza swoją broń i nurkuje pod blokadą Sitha, wytrącając go tym samym z równowagi, po czym raz jeszcze aktywuje swoje niebieskie ostrze. Nie daje sobie czasu na myślenie, gdy zamachuje się mieczem, celując prosto w miejsce, w którym znajduje się szyja mężczyzny.

Rada będzie musiała mu wybaczyć za niedostarczenie im Sitha żywego.

Jednakże nieznajomy nurkuje niemożliwie szybko do przodu, z sukcesem blokuje atak i podcina nogi Anakina, łapiąc go za nadgarstek, gdy ten się potyka. Przeciwnik wyszarpuje mu z ręki miecz i odrzuca go na bok.

Nim Anakin ma chociaż szansę na ponowną ocenę sytuacji, leży już rozbrojony na plecach z trzaskającym ostrzem Lorda Sithów tuż przy gardle oraz ciężkim kolanem na piersi przyszpilającym go do podłogi.

Więc no, jest źle.

– Imponujące – stwierdza Sith, lekko pobawiony oddechu – ale nie wystarczająco.

Część włosów złotookiego opada teraz na jego czoło i Anakin wie aż za dobrze, że to naprawdę nie jest teraz najlepszy czas na uświadomienie sobie, że Sith, który za moment go prawdopodobnie zabije, jest bardzo przystojnym mężczyzną, a Anakin ma bardzo małą kontrolę nad własnymi myślami. Albo rumieńcem. Bo teraz już się na pewno rumieni. Niech to szlag.

– Rusz się, a nie będę mieć wyboru i cię zabiję – kontynuuje jego wróg – a wolałbym tego uniknąć.

Anakin parska urażonym głosem pełnym goryczy.

– Jaki z ciebie Sith, jeśli nie chcesz zabić Jedi?

Coś przypominającego rozbawienie na sekundę pojawia się na obliczu mężczyzny.

– Taki, o którym spędzisz dużo czasu, rozmyślając, młody Jedi – szepta, pochylając się ku twarzy Skywalkera i napotykając swoim złotym wzrokiem rozeźlone niebieskie oczy.

Jego kolano oraz broń wciąż raczej z powiedzeniem odwodzą Anakina od prób ruchu, kiedy Sith przywołuje do swojej lewej dłoni miecz chłopaka. Pobudza go do życia i przygląda się niebieskiemu ostrzu z autentyczną ciekawością. Każda najmniejsza myśl w głowie Rycerza Jedi krzyczy, aby ten na nowo zaatakował, ale wciąż jest przyszpilony, ciężar mężczyzny jest coraz bardziej odczuwalny na jego klatce piersiowej, a ostrze wcale nie znajduje się chociaż o milimetr dalej niż chwilę wcześniej. Jeden ruch, a jego bezmyślna głowa nie będzie już połączona w żaden sposób z resztą jego ciała.

Sith wycofuje się w jednym gładkim, płynnym ruchu, pozostawiając Anakina na ziemi. Dezaktywuje jego błękitny miecz świetlny, wciąż jednak utrzymując skierowany swój czerwony w kierunku szyi bruneta, a następnie wyciąga blaster z pochwy przyczepionej do pasa.

– Takie niecywilizowane – mówi pod nosem i rzuca broń na posadzkę, a potem umieszcza miecz Anakina w kaburze.

Anakin tylko się w niego wpatruje. Nie może przypomnieć sobie ostatniego razu, gdy był aż tak zdezorientowany.

– Więc skoro mnie… nie zabijasz – zaczyna powoli Anakin, nie wierząc, że te słowa rzeczywiście opuszczają jego usta, ale skoro już zaczął, to może równie dobrze skończyć – to mogę dostać mój miecz świetlny z powrotem?

Wargi Lorda Sithów wykrzywiają się w figlarnym uśmiechu.

– Ta broń jest twoim życiem – mówi kpiącym tonem, a chłopak znów zamiera. – Hmm, czemu nie zapytasz mnie o to, gdy spotkamy się ponownie. Jeśli ładnie poprosisz, to może akurat rozważę twoją prośbę.

Czubek jego ostrza wciąż dzielą nędzne centymetry od jego szyi, gdy Anakin podnosi się powoli na równe nogi, próbując nie rozmyślać nad tym, czemu Sith jest tak absolutnie pewny, że jeszcze kiedyś się spotkają.

– Nie muszę ci mówić, że jeśli teraz spróbujesz za mną iść, to rzeczywiście cię zabiję.

Wyłącza swoją broń i robi kilka kroków w tył, utrzymując spojrzenie Skywalkera. Anakin nie odważa się ruszyć, czym zdobywa sobie kolejny pełen satysfakcji uśmieszek ze strony Sitha.

– Dobry chłopiec – dodaje mężczyzna, nim odwraca się i kieruje w stronę wyjścia.

Anakin nie lubi w tym wszystkim ani jednej rzeczy.

Jego oczy padają na blaster, który nieznajomy tak beztrosko odrzucił. Broń leży na ziemi niemalże na wyciągniecie ręki. Jego myśli pędzą. Co z tego, że strzelanie ludziom w plecy nie do końca jest w stylu Jedi? Nie może po prostu pozwolić potężnemu Sithowi ot tak sobie odejść. Z pewnością nawet Rada wybaczy my takie małe przewinienie.

Anakin klęka, chwyta blaster i strzela.

Co, jak sobie uświadamia sekundę później, gdy obserwuje, jak Lord Sithów obraca się na pięcie i wściekle odbija strzał w stronę ściany, mogło nie być najlepszym pomysłem, jaki dzisiaj miał. Sith sięga do niego palcami, jakby miały chwycić…

Dłonie Anakina pędzą do gardła, gdy zaciska się wokół niego niewidoczna siła. Próbuje się uwolnić z uścisku, ale nie ma niczego, co mógłby chwycić. Moc unosi chłopaka w powietrze, gdy ten desperacko próbuje utrzymać równowagę na palcach, walcząc o oddech. Sith podchodzi do niego w kilku długich, pełnych wdzięku krokach, aż jego ręka zastępuje fantomowy uścisk na jego szyi.

Jego złote oczy są rozpalone, złe, ale i rozczarowane.

– Nie zmuszaj mnie, bym to zrobił – mówi i tak, jest to groźba, ale mimo to mężczyzna brzmi, jakby był jednym z Mistrzów w Świątyni, który daje mu burę za próbę użycia Mocy do wypełniania obowiązków. – Masz w sobie tyle potencjału. Doprawdy byłoby żal go zmarnować.

Anakin nie ma pojęcia, jak to wszystko zinterpretować.

Głównie dlatego, że nie może do cholery oddychać.

Sith wreszcie go puszcza i Skywalker pada bez gracji na posadzkę w plątaninie kończyn, ciężko dysząc. Chłopak naprawdę się cieszy, że Rada nie może go teraz zobaczyć. Nie byliby zbytnio zadowoleni na widok marnej podróbki Jedi kulejącej ze strachu u stóp potężnego Lorda Sithów.

Sith macha nadgarstkiem, posyłając go pod najbliższą ścianę, i Anakinowi wydaje się, że mężczyzna używa znacznie mniej mocy, niż na jaką było go stać, i znów odwraca się w stronę drzwi.

– Nie powiedziałeś mi, jak się nazywasz – woła za nim Skywalker ochrypłym głosem.

Nieznajomy zatrzymuje się, rzuca mu spojrzenie przez ramię i śmieje się.

– Nie musisz znać mojego imienia, mój drogi. Jeszcze nie zasłużyłeś na to, by je poznać.

– Myślałem, że Sithowie nie są tchórzami.

– A ja myślałem, że Jedi powinni być cierpliwi.

Anakin wzdycha, zrezygnowany. Więc to tak ma teraz wyglądać jego życie. Lord Sithów ochrzania go za bycie niewystarczająco dobrym Jedi. Już się nie może doczekać wspomnienia o tym Radzie.

– A teraz, gdybym był tobą, rozważyłbym opuszczenie tego miejsca. Nie ma szans, że ten statek długo wytrzyma – radzi mu Sith w tym samym momencie, gdy masywna eksplozja wstrząsa całym Gwiezdnym Niszczycielem. – Ach, dokładnie o tym mówiłem. Powodzenia.

 


 

– Więc jak on cię pokonał, Skywalker? – pyta Mace Windu i Anakin naprawdę zaczyna żałować nieprzygotowania obszernej, lecz łatwiej do zapamiętania listy kłamstw, którymi zasypałby Radę, gdy już będzie opowiadał o tym, co się stało.

Jednak nie bez powodu mówiono, że jest dobry w improwizowaniu.

– On, emm… zaskoczył mnie – zaczyna, boleśnie świadomy, że cała Rada bacznie słucha jego opowieści. A przynajmniej tak to nazywa w swojej głowie. Opowieść, nie raport. Wydaje się być to bardziej adekwatne. – Oddzielił mnie od moich ludzi, a następnie zranił w ataku z zaskoczenia, a ja… nie dałem rady już po tym przełamać jego obrony. – Trochę prawdy, trochę półprawdy, trochę pełnych bólu skrzywień twarzy, gdy udaje, że jest znacznie bardziej ranny niż w rzeczywistości. Chyba jego wysiłki przynoszą efekty, bo członkowie Rady kiwają głowami. – Moc jest z nim silna, a umiejętność władania mieczem świetlnym jest… równie zdumiewająca.

– Pod wrażeniem wydajesz się być.

Anakin wzrusza ramionami, próbując ukryć swoją nerwowość głęboko wewnątrz siebie, gdzie Rada jej nie dojrzy.

– Jestem w stanie… docenić uzdolnionego przeciwnika, jeśli takiego spotykam.

– Jak zdołałeś uciec? Chyba nie pozwolił ci po prostu odejść?

Skywalker naprawdę ma nadzieję, że jego emocje nie są widoczne na jego twarzy.

– Emm, nie, oczywiście, że nie. Statek, na którym się znajdowaliśmy, zaczął… się rozpadać, eksplodować. Zgaduję, iż uznał, że ratunek własnej skóry jest ważniejszy niż zabicie mnie. Zdołałem znaleźć drogę powrotną do hangaru, po czym ja i klony wsiedliśmy do wahadłowca… To chyba tyle.

– Coś jeszcze oprócz tego? – pyta Mace, a Anakin widzi, że jego opowieść testuje cierpliwość Mistrza Jedi, ale to wciąż jest znacznie lepsze niż powiedzenie prawdy. – Zdołałeś poznać jego imię? Czy było w nim coś, co szczególnie się wyróżniało?

– To nie tak, że mieliśmy czas na zapoznanie się – odpowiada młody Jedi, zastanawiając się jakim cudem kłamstwa wciąż nie wypaliły mu języka. – Ale jak już o tym mowa… Myślę, że mógł być kiedyś Jedi.

Nawet nie jest pewien skąd przychodzi mu to do głowy. Po prostu ta myśl nagle pojawia się w jego umyśle i jakimś sposobem wydaje się być całkiem sensowna.

– Czyżby?

– Nie mam dowodu, tylko… przeczucie.

– Tajemnicze działania Mocy są – mówi Yoda, na co członkowie Rady kiwają głowami w zamyśleniu.

Anakin ma ochotę pogratulować sobie za nieprzewrócenie oczami.

– Czy chciałbyś coś nam jeszcze powiedzieć, Skywalkerze?

Chłopak przełyka nerwowo. Jasne, z pewnością chce wspomnieć o tym, jak Lord Sithów skopał mu tyłek, zabrał miecz świetlny, a potem puścił wolno. Tyle że nie zrobi tego za żadne skarby w galaktyce. Przez całe swoje życie był już odbiorcą wystarczającej ilości wykładów na temat tego, jak jego broń jest jego życiem. Nie potrzebuje kolejnej pogawędki od całej Rady Jedi.

– Chciałbym tylko prosić, abyście… nie wysyłali mnie na jakąś misję poza Coruscant przez najbliższe kilka dni – udaje mu się wykrztusić. – Ja… nie doceniłem Sitha i zostałem ciężko ranny. Dochodzę do siebie, ale rany spowolniają mnie i obawiam się, że w tym stanie nie byłoby ze mnie dużego pożytku na polu walki.

Widzi wzrastającą frustrację w oczach Mace’a Windu, jednak Mistrz Jedi nic nie mówi.

– Póki co i tak się przegrupowujemy – holoprojekcja Ki-Adi-Mundiego przełamuje ciszę. – Dzięki tobie zdołaliśmy pokonać siły Separatystów w systemie Rushi, więc wróg powinien być… mniej aktywny przez przynajmniej kilka dni, a twój batalion klonów i tak miał dołączyć do sto czwartego oddziału Plo Koona na czas trwania jego misji. Weź trochę wolnego czasu, Skywalker, ale nie za dużo.

Anakin przygryza lekko wnętrze policzka – ani trochę nie podoba mu się to, że decyzja o odesłaniu pięćset pierwszego oddziału została podjęta bez jego zgody, ale w tym wypadku nie ma zbyt dużego wyboru, a w dodatku jest wdzięczny, że Rada pozwala mu na chwilę odpoczynku. Kiwa więc głową i opuszcza spotkanie zebrania Rady, niemalże wybiegając.

 


 

Gdy idzie tak przez Świątynię, Anakin nie może się powstrzymać przed ciekawskim zerknięciem do niektórych pomieszczeń, mając nadzieję, że wpadnie na znajomą twarz lub dwie. Może któryś z padawanów? Anakin uwielbia ich energię oraz ciągły brak poważania dla jakichkolwiek zasad.

Wygwizduje przyjazne powitanie, gdy mija go droid, a następnie uśmiecha się, wreszcie zauważając grupkę padawanów ukrywającą się w jednej z sal treningowych. Jeden z uczniów utrzymuje drugiego zawieszonego w powietrzu kilkanaście centymetrów ponad ziemią, podczas gdy reszta dzieciaków otacza ich kołem, zachęcając parę podekscytowanymi szeptami.

– A wy co tu robicie? – Anakin podnosi głos, kiedy podchodzi do nich cicho na palcach.

Jeden z młodszych padawanów prawie krzyczy w zaskoczeniu. Wszyscy odwracają się do niego ze strachem w oczach, ale momentalnie relaksują się, kiedy widzą, że to tylko Anakin, a nie ktoś, kto dałby im trzy godzinny wykład o nadużywaniu Mocy. Jedi uśmiecha się szeroko do uczniów, rozpoznając większość z nich. Ci, którzy najwidoczniej zapewniali główną atrakcję dla reszty, to Ahsoka, ucząca się pod Aaylą Securą, oraz Barriss, uczennica Luminary Unduli. Ahsoka wyszczerza się do niego, podczas gdy Barriss pochyla głowę w uprzejmym powitaniu z lekko zaniepokojoną miną.

– Mistrzu Skywalk…

– Rycerzyku! – Ahsoka przerywa Barriss, ku wyraźnemu przerażeniu dziewczyny. – Mistrzyni Secura jest na misji na Zewnętrznych Rubieżach i kazała mi ćwiczyć moją umiejętność panowania nad Mocą podczas jej nieobecności. Nauczyłam się unosić ludzi w powietrze! Patrz!

– Ahsoka, proszę, nie… – próbuje Barriss, ale Ahsoka już ma zaciśnięte powieki i wyciągniętą dłoń w jej stronę.

Moc zbiera się wokół nich, zawierając w sobie odrobinę humoru pomimo całej swojej intensywności, i Barriss gwałtownie wciąga powietrze, kiedy zostaje ponownie uniesiona w górę. Ahsoka otwiera oczy, by spojrzeć na Anakina.

– Widzisz?

– Imponujące, Smarku – śmieje się Anakin, gdzieś z tyłu głowy zastanawiając się, co zrobić z głupią dumą wirującą w jego piersi.

Ahsoka nie jest nawet jego padawanką, a jej sposób nauki kontrolowania Mocy nie jest niczym, co Jedi normalnie by pochwalili. Mimo to Skywalker nie jest w stanie powstrzymać się przed posłaniem Togrutance szerokiego uśmiechu na widok jej pewności siebie oraz czystej ekscytacji, którą emanuje. Ciekawe, czy Rada pozwoliłaby mu kiedyś na zebranie jej na kilka jego misji. Aayla z pewnością nie miałaby nic przeciwko.

Skywalker potrząsa z czułością głową i przybiera ton godny Mace’a Windu.

– Ale jak to się odnosi do twojego szkolenia?

Jeden z padawanów parska śmiechem i Anakin posyła mu oczko.

– Uczę się jak korzystać z Mocy – uzasadnia Ahsoka, lekko się śmiejąc. – Więc odnosi się bardzo!

– W porządku, w porządku, a teraz odstaw Barriss na ziemię, nie wydaje mi się, żeby bardzo jej się to podobało.

– Bo się nie podoba – potwierdza od razu dziewczyna, brzmiąc tak bardzo jak Luminara, że Anakin prawie znowu zaczyna się śmiać.

– Mistrzu Skywalker? Czy to prawda, że walczyłeś z Lordem Sithów? – pyta jeden z obecnych padawanów, kiedy Ahsoka ostrożnie opuszcza przyjaciółkę na dół. Anakin spina się, słysząc to pytanie.

– A ty jak, u diabła, o tym wiesz?

– Każdy wie o Geonosis. Było ciężko?

Och, to o to pyta młody. Geonosis. Dooku. Anakin daje sobie mentalnego kopniaka za myślenie, że jakimś cudem banda padawanów zdołała się już dowiedzieć o jego ostatniej potyczce. Przez sekundę nawet spodziewał się usłyszeć pytania o jego nieobecny miecz świetlny.

Wciąż. O Geonosis też chciałby bardzo zapomnieć.

W niespodziewanej ciszy, która zapada pomiędzy nim oraz uczniami, Rycerz nerwowo zaciska swoje cybernetyczne palce i napotyka wzrok Ahsoki przez ułamek chwili – widzi na jej twarzy błysk zrozumienia, zanim Togrutanka odwraca się i warczy na padawana, który moment wcześniej zadał pytanie.

– Nie twój biznes, Whie! Można byłoby pomyśleć, że jak spędzasz tyle czasu na medytacji, to Moc mogłaby ci powiedzieć, kiedy powinieneś się zamknąć.

Padawan robi krok w tył, speszony jej wybuchem. Anakin ostrożnie kładzie dłoń na ramieniu Ahsoki, będąc pod wrażeniem jej reakcji oraz tego, jak gotowa była do walki tylko i wyłącznie dlatego, że zauważyła jego przygnębienie. Nie było to czymś, co powinien robić Jedi, ale on nie jest jej Mistrzem – nie musi pouczać jej o byciu Jedi, dzięki Mocy. Zamiast tego po prostu posyła jej mały, wdzięczny uśmiech, mając szczerą nadzieję, że Aayla jest z niej tak samo dumna jak on.

– Smarku, hej. Tak bardzo, jak doceniam twoją chęć do… obrony mojego honoru, to naprawdę nie musisz. I och, Whie? – Anakin uśmiecha się półgębkiem do wścibskiego padawana. – Czemu nie zapytasz o to Mistrza Yody? Jestem pewien, że z chęcią podzieli się z tobą swoją wiedzą o walce z Lordami Sithów.

Gdy Anakin usprawiedliwia się i zostawia grupkę padawanów, decyduje, że na pewno gdzieś kiedyś zabierze Ahsokę. Gdyby okoliczności były trochę inne, to byłby przeszczęśliwy, jeśli dziewczyna zostałaby jego padawanką.