Work Text:
- Żeby spalić kalorie z jednego pączka, trzeba uprawiać seks przez godzinę – rzekł Thrawn niby to mimochodem, przyuważywszy na biurku Pryce opakowanie pełne przepysznych lukrowanych pączków, które gubernator zamówiła z okazji tłustego czwartku dla siebie i odwiedzających jej służbowy gabinet gości.
- Chcesz jednego? – zapytała go wtedy Arihnda sugestywnie.
Zwykle nie flirtowała z nim aż tak agresywnie, ale w końcu to on zaczął: mógł polecić jej bieganie albo wchodzenie po schodach zamiast korzystania z turbowindy w najbliższym czasie. Finalny efekt byłby podobny. Tymczasem wielki admirał z pozoru niewinnie napomknął Arihndzie w tej sytuacji o dobroczynnych skutkach seksu. I jeszcze użył takiego tonu, jakby mówił o pogodzie. To była jawna prowokacja!
- Nie, dziękuję – odpowiedział Thrawn.
- A ja się poczęstuję – odparła na to Arihnda. – Skoro czeka mnie godzina wybornego seksu, zapewne jeszcze dziś wieczorem, to muszę mieć mnóstwo energii. Może nawet zjem dwa pączki? Co o tym sądzisz?
Nie trudno było zgadnąć, co Thrawn o tym myślał: uśmiechał się, trochę tak, jakby zarzucił przynętę i wnet w jego sieci złapała się złota rybka, która mogła spełnić jego trzy życzenia. Zgodnie z planem. Zaraz jednak miała zrzednąć mu mina. Bo Arihnda sama również była wytrawnym graczem, nie gorszym od niego, i nie zamierzała całkowicie oddawać wielkiemu admirałowi pola. Na pewno nie tak łatwo.
Z gracją Pryce zdjęła swoje czarne skórzane rękawiczki, poświęcając tej czynności może nazbyt wiele uwagi, a następnie sięgnęła po pączka i wgryzła się w niego. Przymknęła oczy, rozkoszując się jego słodyczą. Wydała nawet z siebie pomruk rozkoszy.
Przed kolejnym kęsem Arihnda spojrzała na Thrawna, prowokacyjnie oblizała usta i oznajmiła:
- Niebiańsko pyszny.
Tak samo delektowała się resztą pączka, robiąc z siebie istne przedstawienie: jak gdyby grała w jakiejś holowizyjnej reklamie! Jednak spektakl ten w założeniu miał tylko jednego widza – był przeznaczony wyłącznie dla admiralskich czerwonych oczu, które czujnie śledziły wszystkie gesty i grymasy Arihndy.
Najbardziej do Thrawna przemówiło chyba to, w jaki sposób na koniec Arihnda oblizała swoje palce, lepkie od lukru.
Pryce zerknęła na pozostałe pączki leżące na jej biurku, a potem na Thrawna i zapytała go ponownie:
- Może jednak skusisz się na jednego?
- Być może – odrzekł wielki admirał – mógłbym skosztować smaku tej delicji.
Zrobił krok w jej stronę, później kolejny, jeszcze śmielszy, i dostrzegłszy, że Pryce nie tylko nie zamierzała przed nim uciekać, ale że wręcz zadarła dumnie głowę do góry z lekko triumfalnym uśmiechem na ustach, Thrawn pochylił się i skradł jej pocałunek.
