Actions

Work Header

I Hunger For Your Beautiful Embrace

Summary:

Legat Harry jest gubernatorem Kapui i Dominusem swojej posiadłości. Rządzi stanowczymi i brutalnymi zasadami, i nigdy nie wiedziano, by były delikatne. Tak jest, dopóki Louis nie wchodzi w jego życie. Piękny niewolnik, który wkradł się do domu Harry'ego i serca.

Ale w czasach starożytnego Rzymu, kiedy seks, wojny i śmierć są rozrywką tych czasów, życie i miłość są rzadkim towarem.

Notes:

Zgoda: Jest!

Poprawki: Marcelowa

 

Ponieważ w oryginale występują słówka po łacinie i linki do ich wyjaśnień można znaleźć na moim tumblr, a konkretnie tu: słowniczek

Chapter 1: 1. Venus Filium

Chapter Text

Dzisiejszym składem było dziesięcioro mężczyzn, wszyscy różniący się wiekiem i wyglądem, stojąc tak prosto jak mogli, czekając na dowiedzenie się czy będą wybrania. Dominus gospodarstwa domowego przeszedł od jednego końca składu do drugiego, patrząc surowo na każdego z mężczyzn od góry do dołu. Zacisnął wargi i zmarszczył brwi, niezadowolony z żałosnej wystawy.

- To wszystko, co masz mi do zaoferowania dziś wieczorem, Zayn? Zazwyczaj twoje wystawy są bardziej… żywe. – Powiedział Harry, szydząc ze szczególnie staro wyglądającego niewolnika. Odwrócił się do Zayna i wyciągnął w górę ręce. – Potrzebuję kogoś, kto może nadążyć, nie kogoś, kto padnie trupem tylko od wchodzenia w górę i w dół po schodach.

- Moje przeprosiny, Legatus. – Zayn pstryknął palcami i jego własny służący zaczął eskortować grupę z pokoju. – Mam inną grupę dla ciebie, abyś się przyjrzał, jeśli chcesz. Powinienem cię ostrzec, jakkolwiek; oni są całkowicie nowi i nie w pełni przeszkoleni. Otrzymaliśmy ich wszystkich w ciągu ostatnich dwóch tygodni.

Harry uchylił ręce w irytacji. – Dobrze, dobrze! W jakim są wieku? Jak silni są? Uważam, że ty i ja wiemy, iż nie mam problemu ze szkoleniem ich.

To była prawda. Wszyscy w Cesarstwie Rzymskim znali Gubernatora Legatusa Harry’ego i jego władanie żelazną ręką. Członkowie jego armii szanowali jego strategiczny umysł i obawiali się jego gniewu. Ludzie z jego patronu domowego w Kapui byli tacy sami. Nie był kochany przez kogokolwiek, ale nikt prawdziwie go nie nienawidził, inaczej niż jego wrogowie. Nie, dlatego, że nie miał przyjaciół; to było tylko, dlatego, że byli oni niewielką liczbą, ponieważ Harry nie ufał łatwo.

Miał Zayna i jego żonę Perrie, właścicieli Ludusowego gladiatorskiego miasta i domu niewolników. Ojciec Perrie był Senatorem w głównym mieście Rzymie i bardzo dużą częścią militarnego przewoźnictwa Harry’ego. Rodzina Zayna była bogatymi kupcami, którzy zaczęli prowadzić niewolnictwo, zanim się urodził. Osiedlił się w Kapui po sprzedaniu Harry’emu kilku niewolników i po posiadaniu pomocy od niego, aby otworzyć Ludus.

Następna grupa dziesięciu była wprowadzona i jeden był dużo lepszy w opinii Harry’ego. Chociaż przeważnie wszyscy grymasili, i wyglądali zbyt czysto i buntowniczo, ale przerwaliby to w mig w tym domu. Harry sprawdzał każdego z nich ostrożnie, ale musiał przestać łapać oddech, kiedy zobaczył ostatniego człowieka w linii.

Był bardzo młody, prawdopodobnie dziesięć lat młodszy niż Harry, który był najmłodszym Legatusem i gubernatorem w wieku dwudziestu dziewięciu lat. Wyglądał jak sam syn Wenus. Nikt tak piękny nie mógłby być czymkolwiek innym. Jego włosy miały kolor złotego brązu, podobnie jak opalenizna jego skóry, i był niski i ładny. Ale był przerażony. Nawet nie spojrzał w górę na Harry’ego; tylko w dół na swoje stopy, oczy bliskie łez.

Harry zakaszlał i niewolnik zerknął ponad Zaynem, który skinął głową, i wyprostował plecy i spojrzał w górę na Harry’ego oczami bardziej niebieskimi niż niebo nad Kapuą. Jego cienkie różowe wargi rozchyliły się, jakby zamierzał coś powiedzieć, ale Zayn wykrzyknął komendę na niego by pozostał cicho.

- Co z tym? – Zapytał Harry jak Zayn przepraszał resztę składu i podszedł obok niego. – Jaki był do tej pory?

- Głównie cichy. Nieco uparty. – Powiedział Zayn. Chwycił ramiona chłopaka i wyciągnął je prosto w linie, kopiąc stopami pomiędzy jego nogami, aby je rozdzielić, całkowicie prezentując jego figurę. – Choć silny mimo wieku, jedynie dziewiętnaście lat. Właśnie otrzymaliśmy go od twojego dozorcy kilka dni temu, coś z niezapłaconymi podatkami.

- Moimi podatkami? – Harry uśmiechnął się znacząco i chwycił szczękę chłopaka, przesuwając jego twarz dookoła, żeby lepiej się przyjrzeć. – Przypuszczam, że jesteś mi to winien, czyż nie? Jak on ma na imię?

- Ma na imię Louis. Naprawdę może być twój za przyzwoitą cenę—

- Czy Legatus zdecydował się już zatem na kogoś? – Perrie weszła do pokoju z podążającą za nią służącą, Jesy, długa fioletowa suknia falowała za nią. – Oo zatem ten ładny? Dobry wybór Gubernatorze, będzie ci dobrze służył. Szkoda jednak, będę za nim tęsknić.

Harry przewrócił czule oczami. Perrie mogła być nieco przytłaczająca, ale nie myliła się co do Louisa. Harry miał wrażenie, że Louis mógł służyć mu bardzo dobrze. Na więcej sposobów niż tylko podstawowe obowiązki. Perrie weszła pomiędzy nich i pogłaskała włosy Louisa, szepcząc do niego, że mógł teraz rozluźnić swoje ręce.

Jednak Zayn ją odepchnął. – Moja miłości, Harry właściwie nie zatwierdził jeszcze tego zakupu. Wiesz, że masz nie przerywać w trakcie interesów.

- Jest w pożarku, Zayn. Myślę, że to oczywiste, podjąłem decyzję. Wiem swoją cenę i ja go zabiorę. – Powiedział Harry. Wezwał z innego pokoju swojego osobistego niewolnika, Nialla, aby przyszedł z pieniędzmi.

- Sądzę, że zwykła kwota wystarczy. – Powiedział Zayn. Biorąc jedwabny woreczek pieniędzy od Nialla i potrząsając ręką Harry’ego. – Przyjemnie prowadzić z tobą interesy.

- Zaufaj mi, cała przyjemność jest po mojej stronie. – Powiedział Harry, pożądliwie wpatrując się w Louisa. Zayn i Perrie zaczęli odchodzić aż Perrie pisnęła i prędko pobiegła powrotem, by szepnąć w ucho Harry’ego.

- Zayn nie wie tego, ale rozmawiałam z Louisem chwilę po jego przybyciu. On jest prawiczkiem, Harry, coś co może cię zainteresować. – Odchyliła się i mrugnęła na niego, zanim pobiegła z powrotem do Zayna, aby wyjść.

Harry uniósł brwi z szerokim uśmiechem. – Niall. Dasz teraz naszemu nowemu nabytkowi ciepłą kąpiel i dobry posiłek. Potem wyślesz go do mojej komnaty, podczas gdy ja zakończę jakieś interesy z Liamem.

Oczy Nialla ożywiły się i przytaknął szybko, wyciągając Louisa za ramię z pokoju. Louis spojrzał w tył na Harry’ego jedynie na moment, żeby zobaczyć go wpatrującego się w niego od góry do dołu jeszcze raz, zanim wyszedł innym wejściem. Niall prowadził Louis przez kilka korytarzy, dopóki nie znaleźli się w łaźni. Powietrze było już parne i pachniało tak słodko.

- Możesz się teraz zrelaksować, wiesz. – Powiedział Niall. Był blond chłopakiem, jedynie parę lat starszy niż Louis. – Tutaj nie jest tak źle, tak długo jak robisz wszystko, co Dominus powie. Twoje życie jest po to, by go obsługiwać, rękami i stopami,

Louis tylko skinął głową i zerknął z powrotem w dół na ziemię. Miał tylko na sobie prostą tkaninę wokół pasa, prawie nic nie pozostawiając dla wyobraźni. Jednak Niall był w pełni ubrany w krótką togę.

- Nie mówisz dużo, co?

- J-ja naprawdę nie wiem, co mówić. – Szepnął Louis.

- Dobrze. Dominus nienawidzi, kiedy nowi niewolnicy uważają, że mogą za dużo mówić. – Powiedział Niall. Louis tylko wypuścił z siebie oddech, a Niall klepnął go w plecy. – Hej, nie miałem zamiaru cię przestraszyć, to są tylko rzeczy, które musisz wiedzieć. Jak, jeśli chcesz zostać przy życiu.

- Co, jeśli nie chcę zostać przy życiu? – Rzucił Louis i następnie natychmiast przycisnął rękę do ust, oczy rozszerzyły się w strachu na to, co właśnie powiedział. – J-ja nie, ja nie—

- Jest dobrze, rozumiem. Też kiedyś byłem tutaj nowy. – Niall przeniósł się na drogą stronę pokoju i zaczął napełniać wannę z rozmaitymi olejkami. – Będę miał jakąś inną dziewczynę tutaj, aby cię wyczyściła. Wrócę za godzinę, by zabrać cię do komnat Dominusa.

Louis wychylił się i chwycił Nialla za ramię, zatrzymując go przed wyjściem. – Dla-dlaczego idę do jego pokoju? Nie powinienem być napiętnowany i szkolony czy coś?

Oczy Nialla złagodniały ze współczuciem. – Będziesz w końcu napiętnowany, ale właśnie teraz sądzę, że Harry chce erm, wypróbować cię.

- Co to znaczy?

- Louis, jesteś ładny, a Harry jest zaskakująco jedynie człowiekiem, musisz wiedzieć co on chce zrobić z kimś takim jak ty. – Niall westchnął i wykręcił się z uścisku Louisa, zostawiając go samego w łaźni.

Całe ciało Louisa zatrzęsło się z uświadomieniem. Harry zamierzał go pieprzyć. To musiał być powód takiego traktowania. A potem, co by się stało? Po prostu zabiłby Louisa i byłoby załatwione? Czy Louis byłby napiętnowany i stałby się normalnym niewolnikiem domowym? Czy Harry po prostu zatrzymałby go w pobliżu, aby gwałcić go, gdy mu się to podoba?

Wszystkie z tych opcji i scenariuszy, które Louisowi wpadły do głowy, przerażały go nie do wiary. Nie był gotowy do takiego życia, do żadnego z nich. Płakał do czasu, gdy dziewczyny przyszły by go wykąpać i żadna z nich nie musiała zadawać pytania dlaczego.

Harry odprowadził Zayna i Perrie do ich czekających strażników, odsyłając ich do swoich domów. Prawie tak szybko jak znaleźli się poza wzrokiem, cała postawa Harry’ego się zmieniła. Jego szczęka stwardniała i oczy pociemniały. Rozprostował ramiona z grubsza i strzelił wszystkimi knykciami przed dąsaniem się z powrotem do willi, pokonując drogę do pokoju narad.

Liam już czekał na niego przy stole z mapami. Porucznik Harry’ego i doradca militarny czekali w lepszej części dwóch domów na Harry’ego, żeby zakończyć ich różne sprawy, więc mogliby przejść do rzeczy ważniejszych. Liam był dowództwem Harry’ego przez siedem lat, podczas których chronili nawzajem swoje życia niezliczoną ilość razy. Znów, był jednym z jedynych przyjaciół Harry’ego.

- Musisz przestać pozwalać tym rozpraszaczom uwagi wchodzić nam w drogę. – Jęknął Liam, kiedy Harry pochylił się nad stołem obok niego.

Harry uśmiechnął się znacząco. – Może powinieneś dostać rozproszenie uwagi. Lepiej być swobodnym we własnym domu niż słabym przed moimi ludźmi i naszymi wrogami. Jeśli nie mam czasu na własne przyjemności, raz na jakiś czas, mógłbym oszaleć.

- Mam własny sposób na spuszczenie ze smyczy, dziękuję bardzo. Ale wiem, kiedy do pracy i kiedy do zabawy. – Powiedział Liam.

- Nie rozumiem jak. Spędzasz więcej czasu w pobliżu mojej willi, spotykając się z pewnymi osobistościami tutaj i jedynie bogowie wiedzą, co jeszcze. – Wymamrotał Harry. – Lub robisz sobie przerwy w domu publicznym na drugim końcu Kapui.

Liam przewrócił oczami i zignorował słowa Harry’ego. Był przyzwyczajony do tego rodzaju komentarzy Harry'ego o swoim życiu osobistym. Nie, dlatego, że Harry mógłby kiedykolwiek wiedzieć, co Liam naprawdę porabiał. Nawet nie chciał myśleć o tym, co Legatus zrobiłby, jeśli by się dowiedział.

- Możemy się, proszę, skupić na rekrutach? Większość z nich jest bardzo znakomitymi żołnierzami, ale jest kilku, którzy mają pewne problemy z dyscypliną. – Powiedział Liam, prędko zmieniając temat.

Harry jęknął. – Jeśli tych kilku jest zbyt wielu, aby wykonywać to, co mówię, po prostu wyślijmy ich do Zayna i Ludusa. Może stracą głowy na piasku. Nie obchodzi mnie to. Ale nie będę wspomagać niedojrzałe dzieci walczące w rzymskiej armii.

- Do Ludusa? Nieco okrutne, nie uważasz? – Zapytał Liam.

- Ty i ja wiemy, że rozdawałem znacznie gorsze kary dla mężczyzn niż życie gladiatora. – Powiedział Harry niskim i szorstkim głosem. Tak, Liam był bardzo świadomy wielu publicznych chłost i kastracji zaaranżowanych przez Harry’ego. Nie było łatwo, bycie pod dowództwem Harry’ego w największej i w najbardziej bezlitosnej armii w śródziemiu, ale nie znalazłbyś lepszych wojowników nigdzie indziej.

Około półtorej godziny później, Liam i Harry skończyli dyskusję i Niall zapukał do drzwi.

- Dominus? Jest gotowy dla ciebie.

Harry oblizał wargi. – Odprowadź Liama i poinformuj dom, żeby mi nie przeszkadzano aż do rana. Jest mnóstwo wina w mojej komnacie?

- Tak, Dominusie. – Potwierdził Niall i odsunął się na bok, więc Harry i Liam mogli wyjść przed nim.

- Kiedy zobaczymy się następnym razem, Liam?

Liam zdawał się otrząsnąć się ze spoglądania na Nialla i zamyślił się na moment. – W tym tygodniu jak wierzę. Jestem obecny na pokazie nowych rekrutów w głównym mieście za dwa dni.

- Dobrze. Niall, jeśli Lou mógłby. – Harry skinął głową na do widzenia i następnie ruszył korytarzem, zostawiając przyjaciela i sługę bez nadzoru.

Niall skrzyżował ramiona i rozpoczął chód innym korytarzem do głównego wejścia willi. – Więc, tydzień, hę?

- Dopiero rano się dowiedziałem, w przeciwnym razie obiecuję, że powiedziałbym ci wcześniej. – Powiedział Liam idąc blisko Nialla, wystarczająco by ich ramiona otarły się o siebie. – Przepraszam, Ni.

- To nie ma znaczenia, sir.

- Proszę, nie bądź taki. Nie, kiedy mam właśnie wyjechać. – błagał Liam. Rozejrzał się, aby upewnić się, iż nie ma strażników lub innej służby w pobliżu, przed wciągnięciem Nialla za ramię do słabo oświetlonego kąta i pocałowaniem go.

Niall wysilał się troszkę, ale potem go odepchnął. – Musisz z tym skończyć!

- C-chcesz to skończyć?

Niall wymamrotał kilka bluźnierstw do siebie. – Nie chcę skończyć z tym, co jest między nami. Nie sądzę, że mogę skończyć w tym momencie, ale ty musisz skończyć z całowaniem mnie i macaniem, i próbowaniem rozmawiać ze mną publicznie. Musimy chronić to, gdy nie ma nikogo w pobliżu.

Liam westchnął. Wiedział, że Niall miał rację, jego miłość zazwyczaj ją miała. – Po prostu chciałem dać ci lepsze pożegnanie.

- Wiem, ale nie możemy zachowywać przy tym takiego ryzyka. – Powiedział Niall jak owinął ramiona wokół szyi Liama. – Jeśli Dominus kiedykolwiek dowie się o nas, będziesz pozbawiony swojego militarnego tytułu i wygnany. Ja będę pobity i albo sprzedany albo zabity. Tak czy owak, nigdy nie zobaczymy się ponownie.

- Jesteśmy takimi głupcami, moja miłości. – Szepcze Liam naprzeciw szyi Nialla. Zaczął pozostawiać miękkie pocałunki na skórze, pocierając rękami w górę i w dół boków chłopaka.

Niall wziął głęboki oddech i pozwolił Liamowi pocałować się prawidłowo jeszcze raz, ale jedynie na moment przed ponownym odepchnięciem go. – Naprawdę powinieneś iść.

- Oczywiście, moja miłości. – Liam pocałował policzek Nialla i cofnął się, schodząc powoli po schodach.

- Bezpiecznej podróży, sir. – Niall zawołał do niego z uśmieszkiem.

Liam odwrócił się z jasnym uśmiechem. – Do widzenia.

Kiedy Harry wszedł do sypialni został powitany przez wzrok Louisa siedzącego ze skrzyżowanymi kostkami i nagiego, na swoim wielkim łóżku. Był bardzo dobrze wyczyszczony przez dziewczyny, nawet miał białe kwiatki przyozdabiające jego włosy. Ale jego oczy były czerwone, jakby przez długi czas.

Harry poczuł niewielkie coś kłujące go w pierś, kiedy ta myśli przyszła mu do głowy. Dlaczego taki piękny chłopiec jak on miałby płakać? Z pewnością musiał mieć jakiś pomysł, jeśli chodzi o to, dlaczego tu jest. I wtedy Harry pomyślał, że może to, dlatego on był tak smutny i przestraszony. Ale to nie miało znaczenia, naprawdę. Harry nie dbał o uczucia jakichś ładnych niewolników.

A jednak kłucie było jeszcze świeże na jego skórze. Wszystko jedno, Harry starał się jak najlepiej to zignorować jak zaczął zdejmować swoją togę. Upadła ona na podłogę i oczy Louisa rozszerzyły się jak zaczęło do niego docierać, że to wszystko naprawdę się działo.

- Wstań. – Rozkazał Harry, ale było coś w jego głosie, że był bardziej łagodny niż surowy.

Louis wstał i zrobił krok do przodu od łóżka. Harry pstryknął palcami, więc Louis zrobił parę kroków więcej, co niechętnie zrobił. Potem Dominus krążył wokół Louisa, oglądając jego nagie ciało, od góry do dołu, pożądliwie. Dotknął skóry na barkach Louisa, przesuwając ręce w dół do dolnej części jego pleców i następnie ponownie się odsunął. Louis mógł ledwo co oddychać.

- Venus Filium. – Syn Wenus, tak Harry go nazwał. – Nie sądzę, żebym kiedykolwiek miał niewolnika tak pięknego jak ty.

Harry był za nim, jedną ręką przebiegając w górę i w dół ramienia Louisa, pozostawiając gęsią skórkę w tej ścieżce.– Dzi-dziękuję, Dominusie. – Wyszeptał Louis, niezdolny mówić w pełni poprawnie przez nerwy.

A Harry jedynie zamruczał, pochylając się, aby pocałować kark Louisa. Jego ręce przeniosły się na przód Louisa; jedną obejmując jego brzuch a drugą jego szyję, obracając jego twarz, więc mógł zobaczyć Harry’ego. – Pocałuj mnie.

Tak bardzo jak nie chciał mieć swojego pierwszego pocałunku z mężczyzną, który ponoć kiedyś zabił niewolnika tylko za rozlanie nieco wina, wiedział, iż nie miał wyboru. Więc, Louis pocałował go i to było bardzo dziwne, jak to powodowało nieduże trzepotanie w jego brzuszku.

Dominus praktycznie warknął i zaczął całować Louisa mocniej, zmuszając językiem usta chłopaka do otwarcia się i polizał wnętrze. Małe skomlenie wyszło z Louisa i nie był pewny, czy było to ze strachu czy z przyjemności. Harry’ego zdawało się to nie obchodzić jak szorstko ich odwrócił i wymusił na Louisie padniecie twarzą na łóżko.

A potem Louis wiedział, że był przerażony. Nie był na to gotowy, nie na wszystko. Louis życzył sobie, aby mógł powiedzieć nie, ale teraz należał do Harry’ego.

Łzy rozpoczęły wzbieranie się w oczach Louisa, kiedy poczuł Harry’ego pocierającego swoim twardym penisem o jego pupę. Odczuwał go tak dużego i Louis nie wiedział, jak to rzekomo miało się w nim zmieścić.

- Widzisz, co ze mną robisz? Musiałeś zostać zesłany przez samych Bogów, Venus Filium. – Jęknął Harry i chwycił tyłek Louisa, ściskając go i mocno klepiąc. – Potrzebujesz poczuć się dobrze. Prezent, jaki zasługujesz, aby czuć.

Ale Louis nie czuł się dobrze. Harry nie wydawał się zauważać, jak Louis szlocha i zaciska pięści na jedwabnej pościeli. Ugryzł szyję Louisa, podczas gdy się ocierał, pozostawiając fioletowy znak, gdzie ssał mocno jego skórę. Harry wmusił w Louisa trzy palce jednej ręki, czyniąc go ssącym je i mokrymi jak najlepiej mógł. Drugą ręką, Harry pociągał za własnego penisa przez kilka sekund, a potem rozszerzył nogi Louisa.

Harry wyciągnął palce z ust chłopaka. – Taki wspaniały.

Ale kiedy Harry zaczął pocierać opuszką palca o dziurkę niewolnika, Louis przepadł. Płakał głośno i trząsł się, ale nie powiedział nie, co zdezorientowało Harry’ego.

- Venus Filium , płaczesz? Czemu płaczesz? – Zapytał Harry, zaskakująco przestraszony zranieniem tego chłopca. Odwrócił Louisa na plecy i był zszokowany zobaczeniem jego zaczerwienionych oczu i łez przemykających po jego policzkach. – Cii. Ktoś tal piękny jak ty nie może płakać.

- Je-jest dobrze, rób cokolwiek chcesz! – zaszlochał Louis. – Tylko p-proszę, nie zabijaj mnie. Nie chcę umierać.

Louis wrócił na brzuch, z tyłkiem w górze i gotowy, po prostu chcąc to skończyć. Ale Harry nie mógł tego zrobić. Nie rozumiał, dlaczego każde włókno w jego ciele krzyczało na niego, żeby nie ranić Louisa. Zaprzestać tego i zapewnić mu bezpieczeństwo.

- Nie. Nie zamierzam cię zabić. – Powiedział Harry. Zszedł Louisa i wyciągnął rękę, aby pomóc mu wstać. - Venus Filium, nikt cię nie zrani. Tak długo jak jestem Legatusem, Dominusem, i Gubernatorem miasta.

Louis otarł łzy z oczu i wpatrywał się w Harry’ego ze zmieszanym wyrazem twarzy. – N-nie rozumiem.

- Ja również nie. – Powiedział Harry, tak samo zdezorientowany przez własne czyny i słowa. – Uważam, że bogowie zesłali cię do mnie. To musi być to. Nie wiem co zrobiłem, aby otrzymać cię w moim domu, ale to jest dar, którego nie zmarnuję.

Harry ucałował policzek Louisa i zaczął prowadzić go do drzwi. – Co mam zrobić?

- Spać, jak na razie. Jesteś mój i tylko mój. Każdy w tym domu będzie wiedzieć, aby cię nie dotykać. – Powiedział Harry stanowczo. – Ochronię cię.

Louis przełknął i wyszedł na zewnątrz przez drzwi, gdzie Niall czekał, żeby wziąć go do kwater niewolników. – Tak, Dominusie.

Harry oglądał go jak idzie, a potem zatrzasnął drzwi, krzycząc i kopiąc stół. Co się, do diabła, z nim dzieje? Miał tu właśnie pięknego prawiczka, ochoczo robiącego cokolwiek zechce. A jednak po prostu nie mógł tego zrobić. Nie mógł zniszczyć takiej ładnej czystości bez pełnej zgody.

Może Louis był bardziej przekleństwem od Jowisza niż darem. Nieważne jak, Harry ochroni go za wszelką cenę.