Chapter Text
W namiocie panowała duszna, nieznośna cisza. Ron, siedząc na swoim łóżku, czuł, jak gniew i zazdrość zaciskają mu gardło.
„To bez sensu” – warknął, zrywając się na równe nogi. „Krążymy w kółko jak... jak głupcy!”
Harry uniósł brwi. „Robimy to, co musimy. Szukamy Horkruksów, Ron. Czy ty w ogóle pamiętasz, dlaczego tu jesteśmy?”
„Wiem, dlaczego tu jesteśmy! Ale dlaczego to wy zawsze wiecie lepiej?” Ron podszedł bliżej. „Wy dwoje macie plan, do którego ja, Weasley, w ogóle się nie wliczam! Od kiedy nosiłem ten Medalion, czuję, jakbym był zatruty i zbędny!”
„Ron, to był wpływ Horkruksa!” – powiedziała Hermiona.
„Nie! To jest to, co czuję!” Ron spojrzał na Harrego. „Zawsze ja na drugim planie. Ty i ona. Harry i Hermiona. Idźcie. Radźcie sobie. I tak mnie nie potrzebujecie.”
Harry odrzucił mapę na stół. „Dobra, masz rację. Uciekaj, skoro tak ci na tym zależy! Nie potrzebujemy twoich narzekań, Ron!”
„Dobrze!” wrzasnął Ron. „To ja sobie idę!”
Bez słowa, bez pożegnania, Ron obrócił się i zniknął w chaotycznym, wściekłym trzasku teleportacji, która miała go zabrać jak najdalej stąd, ale zamiast tego...
