Work Text:
On wie.
Wie, że coś jest z nim nie tak, kiedy nauczycielka w podstawówce dziwnie się na niego patrzy kiedy pyta dlaczego rycerze zawsze ratują księżniczki ale nie ratują księciów.
Ma osiem lat, kiedy późną czerwcową nocą widzi w telewizji morze ludzi, idących ulicami, z uśmiechami na ich twarzach i kolorowymi tkaninami w rękach. Widzi ludzi patrzących na siebie z miłością prawdziwszą niż w każdym filmie który ogladał i czuje się jak w domu.
Udaje.
Udaje, że nie obchodzi go, gdy koledzy z klasy nazywają ludzi z kolorowymi tkaninami dziwadłami.
Że nie skręca mu żołądka gdy chłopcy obrzucają słowami chłopaka z równoległej klasy tylko dlatego, że lubi kwiaty.
Izuku uśmiecha się, wręczając mu paczkę nasion astrów następnego dnia.
Delikatne słowa w objęciu jego matki.
Udaje, że nie boli go gdy ona mówi, że mu przejdzie. Że nie zauważył, jak jego ojciec unika rozmów z nim. Że przestał przyjeżdżać na jego urodziny, na święta i na rocznice ślubu jego rodziców.
Kupuje kolorową mulinę, godziny spędzone w ciszy wyplatając.
( “A to nie jest dla dziewczyn?” Izuku ignoruje ich, tak jak zawsze to robił)
Boli go, gdy ktoś ze wyższej klasy pakuje swoją pięść w jego twarz zrywając plecioną bransoletkę z jego nadgarstka. Starszy chłopak pluje na jego buty, z ust wylatują obelgi, które uciskają jego mózg, zostawiając wiecznie tętniące blizny.
A on kupuje więcej włóczki.
Dalej udaje.
Udaje, że nie ma obrzydzenia w wyrazie twarzy kasjerki gdy jego prawa ręka podaje jej pieniądze, bransoletka z sześcioma paskami zwisająca z jego nadgarstka.
Że nie skręca go w środku gdy polityk w wieczornych wiadomościach kwestionuje to, czy jest człowiekiem.
Udaje, że ciepło nie rozlewa się w jego piersi, a kwas nerwów nie pali jego żołądka gdy tylko widzi kolorowe torby noszone z dumą, bez strachu przed innymi ludźmi chcącymi je rozerwać.
Oddala wzrok gdy widzi dwie dziewczyny trzymające się za ręce i widocznie wściekłego mężczyznę idącego za nimi.
Brzydzi się samym sobą, gdy następnego dnia czyta o tym na Twitterze.
Nowe wyzwiska pojawiają się napisane na jego ławce.
Izuku ściera je i udaje że nic się nie stało.
(Już wiedzą.)
Jego trzęsące się dłonie zdradzają prawdę.
Łzy pieką go w oczy, bo w końcu ktoś nie widzi w nim problemu. Chowa swoją twarz w kościstym ramieniu jego mentora, krzepiąca ręka poklepująca jego plecy, cichy głos mówiący że to nic takiego, że wszystko się ułoży.
Trudno mu w to uwierzyć, ale postara się.
Jest ostatnią osobą, którą spodziewał się żeby chciała z nim gadać, wieczny grymas ledwo widoczny na twarzy blondyna.
Jego towarzysz nagle zatrzymuje się, oboje stoją w cieniu wiaduktu (Izuku zmusza się, aby nie gapić się na metal kryjący wejście do kanalizacji), czerwone oczy wpatrują się w niego spod byka.
Blondyn odwraca głowę, dłoń na jego twarzy kryje zjadający go stres. Po ciągnącej się w nieskończoność chwili z jego ust wydobywa się westchnienie.
— Jak… jak ty wiedziałeś, że jesteś… no wiesz…
Jego dawny przyjaciel wydaje się mniejszy niż kiedykolwiek, tak bezmyślnie wykręcając guzikami w swojej koszuli i unikając jego wzroku.
Izuku uśmiecha się.
— Czułem się jak w domu.
Patrzy mu prosto w oczy – niewypowiedziana obietnica milczenia i zrozumienia.
A jeśli Bakugou odgraża się komukolwiek kto wyzywa go od słów, żaden z nich tego nie wypomina.
Dostał się.
Jego mama przyrządza katsudon.
Ona przeprasza, że w niego nie wierzyła.
On udaje, że go to nie rani.
Z całej Aldery, tylko jemu i Bakugo udaje się dostać do UA.
Odczepia tęczową przypinkę ze swojego plecaka i chowa swoją bransoletkę głęboko do kieszeni.
Lepiej być mądrym przed szkodą.
Hawks wychodzi z szafy.
Jego pozycja w rankingu spada na piąte miejsce, ale niedługo wraca na trzecie.
To niłe uczucie, gdy ktoś taki jak ty odnosi sukces i jest podziwiany przez miliony.
Jego koledzy i koleżanki z klasy dobrze przyjmują te wieści.
Ściska bransoletkę w jego kieszeni.
Jeszcze nie.
Po festiwalu, Todoroki nie oddala się.
Nie mówi zbyt wiele, chyba że ktoś porysza tematy aero- albo hydrodynamiki. Opowiada o tym, jak projektując swój kostium myślał o czymś, co nie utrudniłoby mu poruszania się pod wodą i pomagałoby utrzymywać stałą temperaturę ciała, jednocześnie nie dodając grubych warst ubrania. Izuku uważnie słucha, dorzucając czasem własne dwa grosze. Todoroki wygląda znacznie bardziej żywo i radośnie, a on nie chce żeby kiedykolwiek przestawał gadać.
Jest trochę niezręczny, ale ten mały uśmieszek jaki mu pomysła, gdy Izuku proponuje by usiadł z nimi podczas lunchu rozpuszcza mu mózg.
Czerwiec szybko nadchodzi.
Widzi w Internecie świetujących ludzi.
I zastanawia się, czy jemu też kiedyś będzie to dane.
Ashido głośno proponująca klasowy wypad na tokijski marsz równości nie jest czymś czego się spodziewał wchodząc do klasy tamtego dnia, ale drobny, pełen dyskomfortu uśmiech tak czy siak pojawia się na jego twarzy.
(Już wyciąga swój telefon, aby na prędce napisać wiadomość by ostrzec ją, że to nie jest dobry pomysł, że ludzie są okrutni i będą chcieli ją złamać, że nie ma miejsca dla ludzi takich jak oni-)
Jeszcze głośniejszy chór pełnej entuzjazmu zgody następuje po pomyśle dziewczyny, razem z wymianą lśniących uśmiechów, pocierających się dłoni, palec zaczepiony o szlufkę w czyichś spodniach.
Mruga dwa razy. Rozgląda się po sali, jego rówieśnicy w różnych stanach podekscytowania lub zadowolenia. Jego oczy zatrzymują się na Bakugo, patrzącym na niego z drugiego końca pomieszczenia. Chłopak na chwilę kieruje swój wzrok na grupkę na przedzie sali, po czym wraca do niego z delikatnym potaknięciem.
Izuku odwzajemnia gest i ściśka teczową bransoletkę w jego kieszeni.
Jeśli ktoś gapi się na niego, wędrującego przez kampus UA z kolorowymi pasmami niedbale zszytego materiału lejącego się za nim jak peleryna, to nie zwraca na nich uwagi.
Szeroki uśmiech jaki otrzymuje od Uraraki, wspierające słowa Iidy i delikatny wyraz twarzy Todorokiego całkowicie mu wystarczają.
I czuje się jak w domu.
