Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2026-05-03
Words:
2,706
Chapters:
1/1
Hits:
11

Kolor pożądania

Summary:

Szpieg CIA spotyka na przyjęciu znaną terrorystkę.

Notes:

Santana to ten facet, który ma słabość do Hakko. I vice versa. Wspominam, bo nie jest to w serialu postac pierwszoplanowa.

Work Text:

Naprawdę myślałem, że szczyt antyterrorystyczny w Tajwanie, który to miałem odwiedzić w ramach mych obowiązków służbowych, okaże się rutynowy i banalny. Wszyscy ci nadęci politycy, namolni dziennikarze i przepełnieni poczuciem misji działacze społeczni.

Naprawdę miałem nadzieję, że w dwurzędowym garniturze, portkach za pół miesięcznej pensji mego ojca i pod krawatem (o butach od Gucciego nie wspomnę) nie będę wyróżniał się w tłumie. Tymczasem, jak miało się okazać, znalazłem powód, by wyróżnić się jak najbardziej. Powód? Kobieta, oczywiście.

Centralną halę centrum urządzono ze smakiem w stylu neorenesansowym. Do budowy użyto żelaza i stali, szkła i cegły, a rozmaite detale architektoniczne, jak choćby regularne luki okien, czy pilastry, belkowania i fryzy, wybudowane we wspomnianym stylu, jasno mówiły, że to lokacja i, co za tym idzie, impreza, w wysokim stylu. Balujący wokół mężczyźni i kobiety prezentowali cały przekrój mody cywilnej (wśród mężczyzn dominowały garnitury od firmy Addis, kobiety prezentowały szyk paryski) oraz mundurów wszelakich państw i formacji, a od kunsztownej biżuterii i orderów aż się w oczach mieniło.

Dodaj do tego aromat wszelakich perfum, papierosów i cygaretek. Kwartet smyczkowy grający na scenie w synchronizacji z pozostałymi odgłosami balu. Wybuchami mniej i bardziej afektowanego śmiechu, choćby jako reakcja na opowiadane dowcipy, czy normalny szum dużej ludzkiej grupy. Zmysł smaku przyjemnie łaskotały kolejne kieliszki cydru i szampana, czy przekąski w eleganckich kompozycjach, precyzyjnie podanych na stołach ustawionych w kształcie litery U. Jarzące się górne światła, czy dyskretny blask świec, krzesały wesołe iskry w oczach balowiczów, czy miękki ujmujący blask w oczach kobiet.

Dość tych luźnych obserwacji, Santana. Jesteś w pracy! Zarób na swoje buty i portki!

Z zawodowego nawyku rozejrzałem się, lokalizując ochronę. Byli, a jakże, nierzucający się w oczy mężczyźni i kobiety w strojach oficjalnych kryjących kabury z bronią. Następni na mojej liście byli najważniejsi gracze polityki i biznesu. Znałem ich, w sensie ich personalia i dossier, z którymi to zapoznałem się przed balem. Prezydent USA z małżonką, wiceprezydent Republiki Chińskiej, również z żoną, czy kanclerz Niemiec z towarzyszką, a to tylko najważniejsi politycy, na dodatek sporo tu najważniejszych graczy przemysłu zbrojeniowego, farmaceutycznego czy chemicznego. I nie tylko.

Ta kobieta zwracała uwagę nawet w towarzystwie takiej ślicznotki jak żona prezydenta USA. Nie tylko moją uwagę, wielu mężczyzn na tej sali nie spuszczało jej z oka, ku frustracji swych żon i towarzyszek. W pierwszej chwili widziałem tył jej głowy, okrytej ciemną falą włosów spływających na gładkie ramiona i smukłą szyję okrytą niebieską aksamitką, prostą linię jej pleców, smagłą cerę, ale zręczny manewr flankowy wyniósł mnie bliżej i na lepszą pozycję. Nadal nie widziałem jej oczu, ale gdy uśmiechnęła się do interlokutorki, zarejestrowałem jej usta pokryte ciemnoczerwoną szminką, prosty, arystokratyczny nos, ładną linię brwi. Okrywająca ją jasnoniebieska sukienka i otulający wzorzysty szal zsunięty na łokcie, trochę biżuterii. Na chwilę odwróciła się w moją stronę i moje serce zabiło szybciej, ale ona tylko przyjęła kieliszek wina od lokaja. Zdążyłem jednak spojrzeć jej w oczy. Szare jak zwierciadła, odbijające wszystko i niezdradzające niczego.

Co ja najlepszego robię? Ta scena wygląda jak podręcznikowe ćwiczenie z uwodzenia dla agentów CIA. Wdam się w tą grę i ani się spostrzegę, a będę leżał z nią w łóżku i snuł długie gawędy o tajemnicach agencji. Wolnego!

Cholera, ale chyba mogę zdobyć więcej informacji. Prawda? To zbyt ciekawa osóbka, by ją pominąć w mym raporcie z dzisiejszej służby. A gdybym ją trochę poznał, może dowiedziałbym się czegoś ciekawego?

Ta, pewne poznałbym granice mej wydolności i markę jej perfum. I jeszcze kilka istotnych dla mojej pracy i kraju szczegółów.

Zresztą chyba niepotrzebnie się podpalam. Gdyby chociaż na mnie spojrzała. Ale nie, rozmawia z Melanią, jakby ci wszyscy mężczyźni wokół nie istnieli, a mnie, jak tak dalej pójdzie, zostanie samotne i smutne zbliżenie z własną ręką. Niech to szlag.

* Piękna, prawda?

Stojący obok dystyngowany młodzieniec we fraku, piastuje w dłoni kieliszek szampana i podobnie jak zdecydowana większość samców na sali obserwuje piękność.

* Zna ją pan?

* Nie osobiście - młodzieniec bierze mały łyk - to panna Alphard Alshua, jest córką pewnego rodu książęcego z Bliskiego Wschodu.

* A dokładnie?

* Dokładnie z Palestyny. Jej rodzina to potentaci na rynku ropy naftowej…

Przez chwilę mam przed oczami wizerunek pompy tłoczącej opadającej w górę i w dół, aż do wybuchu ropy.
A także start rakiety, wjazd pociągu w podziemny tunel, czy wsad w koszykówce. Wiecie, o co chodzi.

* Przyszła sama?

* Tak. Obawiam się jednak, że maniery księżniczki nie pozwolą jej wyjść w towarzystwie.

* A szkoda - mruknąłem przechwytując kieliszek szampana od przechodzącego lokaja.

* Prawda? Takie kobiety są natchnieniem poetów. Mówię „takie”, ale ona jest wyjątkowa.

* Prawda - przez chwilę, gdy mierzymy ją sfrustrowanymi spojrzeniami, rozumiemy się świetnie.

* O proszę, skończyły rozmawiać. Wygląda na to, że fiński ambasador próbuje ją zaprosić na parkiet taneczny…

W tym momencie moja decyzja dojrzała. Fiński ambasador był facetem żonatym, pod pięćdziesiątkę, naoliwionym trunkami i brzydkim jak knur. Nie mogę pozwolić, by księżniczka dostała się w jego leciwe objęcia!

Rycerz bez skazy. To ja.

Podchodzę, czując na sobie wzrok mężczyzn. Ambasadora nie, on widzi tylko kobietę z marzeń. Nie, żebym ja był lepszy.

* Grają walca. Madame pozwoli?

* Młody człowieku. To niegrzeczne wychodzić z taką propozycją do zajętych kobiet…

* Nie widzę u tej pani obróżki z imieniem właściciela - uśmiecham się bezczelnie prost w nos Fina - madame, zatańczymy?

Przez chwilę czuje jej intensywne spojrzenie, gdy mierzy mnie wzrokiem od włosów na żel do butów Gucci. By skinąć głową tak wytwornie, że gdyby nosiła książęcy diadem, nawet by nie drgnął. Podaje mi dłoń w rękawiczce.

* Zatańczmy - jej głos jest dość niski jak na kobietę i pełny obietnicy. Mimo to nie pozwalam sobie na triumf, jeszcze nie.

Taniec był, jest i będzie ważną umiejętnością towarzyską i jako taki wchodzi w skład treningu agenta. Decyduję się prowadzić, nie przeszkadza jej to, dopasowuje się do kolejnych form z chłodną precyzją.

Podczas tańca nie rozmawialiśmy wcale, tym bardziej mogłem się cieszyć delikatnym naciskiem jej ciała i dotykiem jedwabiu, roślinnym zapachem jej perfum, ciepłem dłoni.

Kończy się walc, orkiestra zaczyna grać tango. Czy to jakaś sugestia, panowie muzycy?

* Tango powstało w Argentynie - decyduję się przerwać ciszę - jako wyraz uczuć samotnych mężczyzn, którzy odrzucani przez kobiety szli do prostytutek. To taniec łączący wyjątkową zmysłowość z emocjonalnym dystansem i chłodem.

* To taniec dla tych, którzy kryją w sobie tajemnicę - odparła obserwując mnie uważnie.

* Tajemnicę, którą nie sposób zachować na dłuższą metę. Ciało aktora może kłamać, ale nigdy na długo.

* To dotyczy mężczyzn - uśmiecha się nieco krzywo, ale pogodnie - kobiety potrafią to lepiej.

Zamiast odpowiedzieć wprost, wykonuję krótki piruet, obejmuję ją w talii, by przechylić w tył, tak że przez chwilę niemal leży na moich udach.

Wracamy do postawy wyjściowej. Cofam się drobnymi kroczkami, idzie za mną krokiem drapieżnika. Łączy nas tylko wyciągnięta dłoń, gdy nagle znów wpadamy w swe objęcia.

* Robisz aluzje, nie wiem do czego - wydaje się na pół kokieteryjna, na pół zamyślona.

* Chcę ci się podobać.

* Może ci się udaje.

Samiec w mojej głowie rozpoczyna triumfalny taniec z epoki kamienia.

Kończy się tango. Wypuszczam ją z objęć, choć chciałbym przytulić, tak po prostu.

* Wybacz, chcę też zatańczyć z innymi.

* Oczywiście - uwalniam ją ramion.

Uga, Uga. Samiec cofa się nadąsany.

Stoję przy stole, notując w mentalnym kajecie, że wymyślności wśród przekąsek jest zdecydowanie więcej niż jedzenia. Mimo to udaje mi się nadziać na wykałaczkę kilka oliwek, poprawić krabami saute i spłukać smak winem.

Kobieta w koktajlowej paryskiej sukience barwy burgunda prosi o kieliszek wina. Służę. Rozmawia się nam całkiem przyjemnie, gdy ona zauważa, że zerkam na księżniczkę. Dąsa się, razi wykalkulowanym chłodem i odchodzi.

Nie mógłbym. Księżniczka nie wypaliła, nie zadowoli mnie nikt pośledniejszy. Nie dziś. Wygląda na to, że zarówno w mej profesji jak i w amorach odniosę dziś bezprzykładną klęskę.

* Hej.

Zdaję sobie sprawę, że minęło więcej czasu, niż świadomie zarejestrowałem. Czyżby trunki?

* Upiłeś się? - księżniczka przygląda mi się bacznie przekrzywiając głowę - szampanem?

* A skąd - częstuję ją i kryję uśmiech, gdy przyjmuje kieliszek, dotyk jej palców… - jestem podpity szczęściem. Zwróciłaś na mnie uwagę, czuję się świetnie. Panno Alphard, nazywam się Santana.

* Spóźnione miło mi - uśmiecha się kącikiem ust - wyjdziemy na taras? Potrzebuję świeżego powietrza.

* Chętnie.

Na tarasie czeka na nas wiernie chłód jesiennego wieczoru. Alphard otula się mocniej szalem. Staję obok.

Wieczór. Cisza. Niespokojny wiatr wieje w ciemności.

* Zastanawiam się, czy mogę ci zaufać.

Zerkam na nią. Obserwuje mnie kątem oka.

* Ty to wiesz najlepiej, księżniczko.

* Piłeczka odbita - uśmiecha się lekko.

* Touche.

Śmieje się, przyjemny dźwięk.

* Powiesz mi - jej śmiech przechodzi w uśmiech - czemu tu dziś przyszedłeś?

* Chciałem się rozerwać. I pragnąłem spotkać kogoś takiego jak ty.

* Dlaczego?

Milczymy przez chwilę, ale to dobre milczenie. Co kryje się za zwierciadłami twego spojrzenia?

* Pragnąłem komuś zaufać - mówię prosto - komuś takiemu jak ty.

* Czyli?

Uśmiecham się do niej i jednym łykiem opróżniam kieliszek.

* Naprawdę myślisz, że powiem ci wszystko?

Uśmiecha się, a ja zdaję sobie sprawę, że choć to nieprawdopodobne, dzisiejszego wieczoru oręż amerykański zwyciężył.

Odstawia kieliszek na poręcz tarasu, bierze mnie za rękę.

* Chodź.

Idę.

---

Szofer w liberii odwiózł nas osobówką do jej apartamentu mieszczącego się w bloku mieszkalnym na strzeżonym osiedlu. Stąd byłem świadkiem jak księżniczka…Alphard…instruuje szofera. każąc mu zaczekać pod blokiem. Pochłania nas ciemność klatki schodowej, zepsuły się światła. Wjeżdżamy na górę windą, czwarte piętro. Alphard otwiera drzwi własnym kluczem.

Wnętrze mieszkania pachnie wetiwerią, czuję przyjemne pobudzenie subtelnie łączące się z pożądaniem. Zdejmuję buty, ona już pozbyła się swych pantofli.

* Chcesz się czegoś napić?

Chętne powiedziałbym, że piwa, ale nie chcę wyjść na tłuka.

* Wypije to co ty.

* Dobra odpowiedź. Tam jest sypialnia. Rozgość się, zaraz przyjdę.

Nie wiem czemu, ale spodziewałem się, że jej sypialnia będzie ostentacyjnie luksusowa. Tymczasem normalne podwójne łóżko przykryte jedwabną narzutą w kwiaty. W rogu pokoju sekretarzyk, nad nim półka z książkami, pod oknem zasłoniętym pasiastą żaluzją stolik i krzesło. Czysto jak w kościele.

Skrzypnięcie drzwi. Alphard, już bez szala, wchodzi, trzymając butelkę wina, dwa kieliszki i talerz z przekrojonymi morelami. Stawia talerz i butelkę na stoliczku obok łóżka. Uśmiecha się.

* Pewnie jesteś głodny.

* Nie da się najeść na przyjęciu dla vipów - odpowiadam uśmiechem.

Morele są świeże i smaczne, a ja odkrywam po raz kolejny, że takie intymne kolacyjki są wspaniałą podpałką dla antycypacji. Teraz już tylko zapach jej perfum i mieszkania, krzywizna jej piersi i złowiony kątem oka ruch jej dłoni gdy nalewa wina. Cabernet, wanilia, cedr, pieprz, czekolada i kawa, eukaliptus i mięta, aromat dębowych beczek. To stare wino, bardzo drogie i subtelnie smaczne.

Na talerzu rośnie stosik ogryzionych pestek, księżniczka wypija łyk wina prosto z butelki, puszcza oko, śmieję się.

* Wiesz, jak to jest - odpowiada uśmiechem - najlepsze w byciu księżniczką jest możliwość robienia czasem czego się chce - odstawia kieliszek na stolik, przysiada się bliżej na łóżku, czuję ciepło jej ramienia i twardość mojej erekcji - powiedzieć ci wprost czego mi się chce, czy jako mężczyzna doświadczony sam to odgadniesz?

Jesteśmy blisko, nasze twarze zbliżają się do siebie, powoli.
I nagle czuje jej usta, smakujące szminką, ciepło i słodycz, także smak wina i owoców,. Odruchowo pieszczę jej szyję, czytając nastrój w pulsowaniu krwi w tętnicy. Gdy mnie obejmuje, wyczuwam też…

* Co się stało? Dlaczego przestałeś?

* Jesteś trochę spięta. Może zrobię ci masaż?

* Umiesz?

Zamiast odpowiedzieć, delikatnie zdejmuję aksamitkę z jej szyi, a ona wie już co się zaraz stanie. Staje obok łóżka, sukienka zsuwa się z jej ramion i spoczywa wokół kostek jak kałuża. Moja kochanka ma słabość do koronkowej bielizny. Spokojnie zsuwa stanik, nie mogę nie zauważyć, że ma piękne piersi.

Wyciąga się wygodnie w pościeli na brzuchu, składa dłonie pod brodą i przymyka oczy. Jeszcze coś mruczy, gaśnie górne światło, zapala się miękkie intymne oświetlenie, półmrok ślizga się po naszych ciałach.

Otaczam kolanami jej biodra, wcześniej rozgrzałem dłonie i teraz zaczynam powolny relaksujący masaż, wyszukując splątane węzełki mięśni, delektując się gładkością jej skóry i twardością smukłych mięśni. Jest umięśniona jak tancerka albo akrobatka, a wzdłuż jej przedramienia wije się wężowy tatuaż.

Powoli i cierpliwie, od karku aż do pośladków. Jej skóra rozgrzewa się i różowi a moje twarde palce raz za razem wędrują wzdłuż jej kręgosłupa. Mruczy jak lamparcica, z zachwytem niemal. Jeszcze kilka ruchów i koniec. Dobrze, bo moje ciało już bardziej szczere być nie może.

Czując jej aprobatę, zsuwam jej bieliznę. Odwraca się na plecy, biorąc mnie w posiadanie…

O nie, droga pani! Choć nigdy nie widziałem równie pięknego ciała jak ta Artemida, to mam dość doświadczenia, by nie krwawić z nosa na sam widok.

Osuwam się na nią, pieszcząc szyję i ramiona, jej dłonie na moich plecach, uda na moich biodrach.

Wsuwam się w nią tak delikatnie jak to możliwe i, ku swemu zaskoczeniu, czuję jak zaborczo, niemal gwałtownie, porusza biodrami, domagając się zdecydowanej odpowiedzi.

I odpowiadam, wchodząc w nią zdecydowanie. W półmroku widzę jej twarz, zwężone źrenice, rozchylone usta. Jeszcze! Tak mówi jej ciało. Jeszcze! Szybciej! Mocniej!

Nasze zbliżenie , przypomina zapasy, jej smukłe mięśnie płyną pod moimi dłońmi, coraz szybciej. Jej gwałtowność jest zaskakująca i niektórym mężczyznom pewnie wydałaby się deprymująca, ale mnie to nakręca. Ta kobieta zdecydowanie przedkłada namiętność, czuje pogardę dla delikatności i nasza gra wstępna tego nie zmienia. Teraz już tylko pożądanie, jak bystra rzeka.

Tej nocy mieliśmy kochać się jeszcze nie raz. Oboje dochodziliśmy, jedno po drugim. I choć się staraliśmy, za nic nie mogliśmy dojść jednocześnie. Spełnienie jak płonięcie w piecu, by odpocząć trochę, gdy to drugie cierpliwie czekało na swoją rozkosz. Jak drobina pieprzu w dobrej potrawie, to oczekiwanie było niemal równie stymulujące jak sama rozkosz.

Gdy doszedłem po raz drugi, nie dała mi dużo czasu na regenerację, uważając wyraźnie, że to, czego teraz ode mnie zażąda, regeneracji nie wymaga. Nim się połapałem, leżałem na plecach z jej udami na uszach.

Nie zawiodłem pokładanych nadziei. Księżniczka podłożyła mi jeszcze pod głowę poduszkę, po czym zacząłem się dla niej starać. Język na i w jej ciele, seria wymyślnych pieszczot, ciało pod futerkiem płonęło, a jej ciągle było mało, gdy ujeżdżała mnie jak ogiera. Jej dłonie pieściły piersi, w ciszy sypialni słyszałem jej głos i choć nie znałem języka, to rozumiałem.

W miarę jak szczytowała, wygadywała coraz większe sprośności. Jej gorąco, jej zapach i wilgoć sprawiały, że byłem jak oszalały. Jeszcze trochę, jęk. Jej czy mój? Jeszcze trochę...

Koniec. Nie ostateczny, przerwa w miłosnych zapasach.

Ułożyła się obok, ale nie przytuliła, jak spełniona kobieta szukająca bliskości mężczyzny. Zamiast tego przeciągnęła się jak najedzona lwica, na jej ustach drżał uśmiech triumfu.

* Śpij - mruknąłem biorąc ją za rękę, tą z tatuażem - obudzę cię.

Mruczy, ale jest chyba bardziej zmęczona niż gotowa to przyznać. W kilka sekund słyszę jej spokojne posapywanie.

Co teraz? Wstać i pomyszkować w jej rzeczach? A jak się obudzi? To lekka drzemka. A co tam, jeszcze trochę bliskości, pomyślę o tym, gdy zaśnie naprawdę.

---

Alphard była nienasycona, zaiste jak lwica i z pewnym wstydem zdałem sobie sprawę, że moja wydolność nie dorównuje jej temperamentowi. Już nie tylko z galanterii, ale te z musu dostarczałem jej przyjemności pieszczotami ust i języka. Przyjmowała to z zadowoleniem, mrucząc ja kocica. Jeszcze tylko raz…

Siedziała na moich biodrach, poruszając się powoli, w półmroku widziałem gwiazdy jej oczu, bo równie jak gwiazdy pozostawały odległe. Jeszcze kilka poruszeń, czułem nadchodząca rozkosz. Wpiła się paznokciami w moją pierś i gdy szczytowałem, zostawiła mi ślady na całe życie.

* Pamiątka - słyszałem jej szept, gdy dygotałem w spełnieniu - pamiątka po mnie.

Nie spełniłem obowiązku służbowego, nie spenetrowałem jej mieszkania w trakcie gdy ona odpoczywała. Zasnąłem i obudziło mnie dopiero klepnięcie w pośladek. Poderwałem się, spałem na brzuchu.

* Obudź się. Nie wystarczy już tego spania?

* Która godzina?

* Dochodzi ósma.

Spałem z sześć godzin, a czułem się świetnie. Spełnienie wyniosło mnie na szczyt, mentalny i fizyczny. Przeciągnąłem się, ona już stała obok łóżka.

* Idę pod prysznic. Dołączysz do mnie?

Pytanie!

Jeszcze pieszczota ciepłych kropel, czysta woda zmywająca ślady rozkoszy i krew z mojej piersi i pleców, miękkość gąbki, którą myliśmy się nawzajem. Uśmiechała się. Jej uśmiech był uśmiechem posiadacza.

Ubraliśmy się. Ja w ten sam strój, w którym tu przyszedłem, ona w błękitny top, luźne spodnie na szelkach, płaszcz i aksamitkę, nadającą kobiecy szyk jej dość zdecydowanemu wizerunkowi. Włosy splotła w kitkę.

* Gotów? - byłem, pocałowała mnie zaborczo, aż straciłem oddech - możesz wziąć samochód, ja idę pieszo. Mam coś do załatwienia.

* Dziękuję - ucałowałem jej policzek - za ten wieczór i noc też…

* Niech zgadnę, nigdy mnie nie zapomnisz, co? Bo nie zapomnisz. Gdy poczujesz, że zapominasz, zdejmij koszulę i spójrz w lustrze na swoją pierś.

* Ta - lekko zakłopotany skierowałem się do drzwi - idziemy?

* Aha.

Rozstaliśmy się przed blokiem, szofer odwiózł mnie do mego służbowego mieszkania w centrum. Ona odeszła w swoich sprawach.

Nie obejrzała się ani razu.